UCZMY SIĘ NA BŁĘDACH

Przeszczepy

23.11.2005

  Przeszczepy to moje ulubione tematy do krytyki. Na stronie SZKOŁA jest już jeden artykuł traktujący na ten temat. Również w innych publikatorach zwracałem uwagę na bezmyślne przenoszenie bardzo dobrych skądinąd rozwiązań z właściwych im miejsc na każde inne gdzie odrobina miejsca się znajdzie.

Przed laty opisywałem takie np. zastosowanie Wilkosza:

 

W

N

E

S

1

Pas

2

Pas

2

Pas

4

Pas

Pas

Pas

   

 

  Pan na pozycji E posiadał...Wilkosza w składzie 5-5 na starszych i 14 PC. Przy stole nie padło żadne słowo komentarza, zapewne więc w tym towarzystwie nie było to nic nadzwyczajnego.

Zastąpienie naturalnego znaczenia odzywki 2 Wilkoszem jest aktem sprzecznym z frekwencyjnością obu zdarzeń oraz celami licytacji.

Innym dziwnym przeszczepem było przeniesienie znaczenia odzywki 1 BA w sekwencjach:

 

 

W

N

E

S

1 /

Ktr

1 BA*

 

 

...gdzie 1 BA oznaczało podniesienie koloru partnera z siłą 7-9 PC (w Precision Club skąd wzięto to ustalenie, było to 8-10 PC). Pozostawiało to odzywce 2 / znaczenie blokujące i można było tak licytować z siłą 0 –6 (7) z fitem oczywiście.

Przeniesienie tego ustalenia do sytuacji, kiedy partner nie otwiera tylko wchodzi do licytacji, jest naigrawaniem się z bilansu i częściej przynosi korzyść przeciwnikom, którzy później w rozgrywce mają ułatwione zadanie. (obszerniej na ten temat w artykule “Wykałaczką w oko” i w kolejnych poczynając od XII/2005 numerach “Brydża”)

 

Jeszcze gorszym przeszczepem jest takie, które zaobserwowałem na BBO. 
Licytacja pobiegła:

 

 

W

N

E

S

1

Ktr

1

1 BA

Ktr*

Pas

Pas

Pas

 

Kontra oznaczała fit 3 kartowy w kierach. Wynik – 9 lew i 580 dla przeciwników. Można było odejść w coś za kilka setek. Jednym słowem po automatycznej kontrze – fit można było wleźć na drzewo. W normalnym brydżu kontra w takiej pozycji oznacza poważną nadwyżkę i pewność skarcenia nadmiernie zuchwałych przeciwników. Ignorowanie bilansu kosztem pokazania za wszelką cenę trzykartowego fitu, to coś jak miczurinowskie skrzyżowanie psa z jabłonką.

 

W licytacji dwustronnej kontra często staje się narzędziem inwitu np.:

 

 

W

N

E

S

1

1

2

2

Ktr

     

 

W tej pozycji można inwitować poprzez zalicytowanie bocznego koloru (zalicytowanie 3 to “przepychanie” się), co jest pytaniem o uzupełnienie. Jeśli jednak takiego koloru nie posiadamy (lub mamy dwa pozostałe kolory wymagające uzupełnienia), to posiłkujemy się kontrą.

Jeszcze bardziej konieczne stanie się posłużenie kontrą jako inwitem w sytuacji kiedy nie mamy już przestrzeni na zalicytowanie koloru bocznego poniżej końcówki np.:

 

 

W

N

E

S

1

2

2

3

?

     

 

W tym momencie nie możemy zapytać ani o uzupełnienie w treflach, ani w pikach bez przesądzenia końcówki. Jedyną odzywką pozostawiającą jeszcze pewną inicjatywę partnerowi jest kontra.

 

Jeszcze jedna szczególna sytuacja powstaje w takiej sekwencji:

 

 

W

N

E

S

1

1

Ktr*

2

?

     

 

* 4-ka kierów

 

 

 

 

Zachowując podobieństwo do wcześniejszych przypadków odzywce 3 należy pozostawić znaczenie przepychowe, zatem jedyną odzywką inwitującą pozostaje kontra, która mówi również o tym, że kiery są sfitowane ale W posiada nadwyżkę i inwituje końcówkę.

 

Powyższy mechanizm inwitu usiłował przeszczepić jeden z uczestników rozgrywanego na BBO rozdania:

 

 

NS po partii, dealer E

 
 

K W 8 7 6 5

 
 

W 10 4

 
 

4

 
 

K 3 2

 

4 3 2

-

 

9 8 2

K D 6 5

 

W 8 7 6

A K D 10 9 3

 

A D 10

9 7 5

 
 

A D 10 9

 
 

A 7 3

 
 

5 2

 
 

W 8 6 4

 

 

Licytowano:

 

 

W

N

E

S

   

1

Pas

1 BA

2

3

?

 

 

 

 

 

 

 

 

S wybrał kontrę uważając, że skoro W odpowiedział 1 BA, 
a E zalicytował 3 , to nie ma takiego układu, w którym jego kontra byłaby karna. Jest w tym kilkadziesiąt procent racji statystycznej. Bez trudu jednak można namalować takie ręce, gdzie W ma długie trefle, a E przestrzelone kara, zaś u S odłożyła się opozycja karowa gwarantująca w samych atutach coś około “książki”, no i jeszcze coś z boku z niewielką liczbą kart w pikach.

Oczywiście partnerzy mogą ustalić, że w takiej dokładnie sekwencji kontra jest kontrą-inwitem. Ustalenie takie ma jednak ogromną słabość. Wtedy, kiedy wszyscy gracze licytują w sposób niewymuszony, istnieje równowaga siły pomiędzy stronami i końcówka rzadko kiedy będzie szła. Drugi – jeszcze bardziej mocny argument to fakt, że inwitowany partner prawie nigdy nie będzie miał przyjęcia tego inwitu. Będzie to więc inwit do nikąd. Tak więc i ten przeszczep należy zaliczyć do gatunku miczurinowskich.

 

Podobnie nielogiczną jest akcja jaką zastosował kolejny gracz w rozdaniu:

 

 

NS po partii, mecz, dealer S

 
 

A W 8 5 4

 
 

10 8 5

 
 

10

 
 

K W 10 8

 

9 7 2

10

 

6 4 3

A D W 9

 

D W 8 6 3

A K 4 2

 

A 6

9 7 5 2

 
 

K D 6 3

 
 

K 7 2

 
 

9 7 5

 
 

D 4 3

 

 

Licytacja:

 

 

W

N

E

S

     

Pas

Pas

Pas

1

Pas

1

1

Pas

3

Pas

Pas

Ktr

Pas

Pas

Pas

   

 

 

 

Jeśli kontra E na finalne 3 ma być wywoławcza, to jest to brydż już nie XXII wieku, ale brydż kosmiczny. Na marginesie zasadniczej istoty nieszczęścia jakie spotkało parę WE wspomnieć należy, że same otwarcie było błędne, nawet jeśli gra się sztywno otwarciem 1 z piątki.

W tym rozdaniu bilans stołu był jasny. Wiadomo było, że W posiada słabą rękę, bo 3 było naturalne bilansowe, nie tylko dlatego, że tak grała para NS w innych także sekwencjach, ale także dlatego, że po negacie (oczywistym dla S) gracza W i pasie E wiadomo było, że rozdanie należy do strony NS i nie widać kompletnie powodu do blokowania przeciwników. W tym rozdaniu wprawdzie akcja E miała ubezpieczenie – stronie tej szło aż 4 , ale W nie przyszło do głowy, że to może być kontra wywoławcza, choć krótkość pikowa była oczywista w ręce E. Wyglądało na to, że E posiada 4 szybkie lewy i choć w nich mógł być as i król karo, to i tak przeciwnicy mogli przegrać po atutowych wistach z powodu braku bilansu. Nawet jeśli w tym rozdaniu W mógł odejść 
w 4 , to co miałby zrobić, gdyby miał rękę zrównoważoną i jeszcze odrobinę słabszą ?

Tak więc wywoływanie w takiej pozycji jest wywoływaniem wilka z lasu, a nie narzędziem, które postęp w licytacji kształtuje.

 

 

 

Ryszard Kiełczewski

[email protected]